środa, 1 lipca 2026

Z pokoju pasji Gosi... historia nieszczęśliwych spodni

Uszyłam swoje pierwsze w życiu spodnie!

I na tym sukces w tej historii chyba by się skończył 😅. Wszystko zaczęło się dobrze - po wcześniejszych szyciowych wpadkach zdecydowałam się podejść bardzo na spokojnie do tego projektu, z precyzją i wcześniejszym przygotowaniem. Dokładnie odrysowałam i wykroiłam wykrój oraz przygotowałam model testowy ze starego prześcieradła 💪. Na tym etapie nic nie zapowiadało jeszcze klęski.

Jako wzór wybrałam szerokie kuloty z zakładkami i na docelowy materiał przeznaczyłam śmietankowo-białą mieszankę lnu i wiskozy, z odrobiną elastanu. Materiał nowy, kupowany w sklepie stacjonarnym, więc sam w sobie kosztował już jak przeciętne spodnie w tańszej sieciówce. Ostatecznie okazał się jak dla mnie zbyt prześwitujący i też utrudnia stylizowanie gotowych spodni.

Po przygodach z za małymi rzeczami (bo... hmm... czy wspominałam, że dieta i Gosza - to nie może się udać? 🙈) chciałam mieć dobrze dobrany rozmiar i udawałam, że mnie nie boli, że według rozmiarówki Burda wypadam w talii na rozmiar 40, a w biodrach 44 😱. Skoro tak mówi tabelka, to widocznie tak musi być. Tak też skroiłam elementy, zszyłam model testowy i jeszcze nie widziałam wad.

Pierwowzór. Całkiem to wygląda, co nie?

Mam wrażenie, że na zdjęciu spodnie w wersji testowej wyglądają całkiem zacnie i na tym etapie - brak wszycia guzików, zrobienia dziurek czy podłożenia nogawek - zakończyłam prace nad modelem testowym, żądna i gotowa kroić docelowy materiał.

Żałuję, że jestem samoukiem bez naturalnego talentu. Mówię tak, bo śledzę na YT dziewczynę, która zdecydowanie taki talent posiada! Oceniam tak po objerzeniu jej filmów z tego co i jak szyje, jak potrafi kształtować wykroje i jak jej garderoba potem na niej leży. Chapeau bas, szacun, zazdro, bo wydaje się, że start dokładnie taki sam miałyśmy. W rodzinie u mnie też szyła babcia, choć nie miałam okazji czegokolwiek się od niej nauczyć 😔. Zostały jednak materiały, część mocno vintage, z których teraz mogę korzystać. Trochę pasmanterii typu guzki czy tasiemki. Ja też zaczynałam sama, akurat nie z YouTube'a, ale z samouczków w gazetach typu "szkoła szycia" - Burda miała kiedyś takie wydania specjalne. Potem - bo do mojej pasji podchodziłam jak to ja, falami, raz intensywnie, raz odkładałam to do szafy na całe lata - podglądałam tutoriale na YT, byłam na kilkugodzinnym kursie w szkole krawieckiej, ale stopień ogarniania tego przeze mnie już zupełnie się nie umywa do Michaliny. Aha, bo Dziewczyna, której kanał naprawdę polecam dla szyjących, to michalina.studio - mega zdolna bestia, która powoduje, że mi się chce, ale też wpędza w kolejne kompleksy 😂.


No więc wracając do tematu - taka Michalina ogarnęłaby, że rozmiar i krój spodni nie pasuje i naniosła odpowiednie poprawki. Ja tego nie zauważyłam na etapie modelu testowego i pełna nadziei, i zachęcona przystąpiłam do realizacji docelowego wzoru.

Jako że całą cześć zabawy z wykrojem miałam już wcześniej za sobą, samo krojenie i szycie zabrało mi może trzy popołudnia. Nauczyłam się robić na maszynie dziurki na guzki! Oraz wszywać pas do spodni, bo instrukcja w gazecie wymagała ode mnie wsparcia się jakimś tutorialem wideo.

Po ukończeniu się zaczęło:

- materiał - prześwituje za bardzo,

- zakładki - zaszyte w drugą stronę 🤦‍♀️ - do teraz się zastanawiam jak ja mogłam zrobić taki błąd. Błąd, który chyba najbardziej dojechał ten projekt. Raz, że forma już nie taka; dwa, że trudniej zakładkami dopasować rozmiar; trzy - nie po to robiłam wersję 1.0 żeby pomylić się aż tak w finalnej!

- rozmiar - spodnie wiszą w pasie, brzydko układają się przy siedzeniu lub pochylaniu z uwagi na punkt wyżej i to, że wiszą w pasie 😒.

- styl - uszyłam sobie spodnie, których nie mam do czego założyć 🤡. Brawo ja. Nie pomyślałam o tym wcześniej wybierając model do uszycia. Po prostu mi się spodobały na modelce w gazecie. Wiem jak można je wystylizować, nie mam natomiast takich ubrań w szafie 😣.

I teraz wiem, że czas najwyższy pochwalić się efektem końcowym, ale podpowiem, że na zdjęciu na wyglądają aż tak źle 😂. Mój chat GPT nawet je pochwalił, porównując do kolekcji z Massimo Dutti 🤣.



Znajdź trzy różnice 😅 kot się nie liczy 😉


Ale ten post jest również o tym, że na nowo trudno mi się zabrać za jakiś projekt. Czuję, że nie umiem dość dobrze, nie mam wiedzy, a szycie prostych kosmetyczek lub poduszek mnie nie satysfakcjonuje. Wiem, że potrzeba praktyki, nie powinnam się zrażać, wiem też jakie, w ostatnim bardzo smutnym i trudnym czasie dla mnie, czas szycia daje mi benefity. 

Na pierwszy plan wysuwa się mój podcinający skrzydła perfekcjonizm i szkodliwe, zabijające wiarę w siebie, porównywanie się z innymi. Nie chodzi nawet o wspomnianą Michalinę, ale w SM jest mnóstwo contentu twórców, którzy tworzą na rolkach często, dużo i doskonale. Niby mam pełną świadomość swoich ograniczeń i niepełnej prawdy pokazywanej w socjalach, a i tak to paliwo dla krytyka i oponenta wewnątrz mnie. Takiego, który mówi "innym razem się do tego zabierzesz", "zmarnujesz tylko materiał" i "wcale ci się nie chce tego robić". Przez co odkładam, zaniechuje i tak trwam w pauzie, choć wytypowałam kolejny projekt, tym razem sukienkę. Mam przeczucie, że nic z tego nie wyjdzie, a instrukcja wydaje się trudniejsza z każdym jej czytaniem.

Z drugiej strony trochę dorosłam. Znam swoje bolączki i ograniczenia, umiem nazwać te wady mojej konstrukcji psychicznej 😉. Nie znalazłam jeszcze sposobu na poradzenie sobie z tym, wyplenienie perfekcjonizmu i zaprzestanie porównywania się. Szkoda, że nie ma odpowiedniej pralni mózgu dla mnie. Jednocześnie przeciwstawieństwem do mojego wewnętrznego krytyka jest mój upór, nadzieja, że może tym razem się uda i ostatecznie przekonanie, że w sumie nic wielkiego się nie stanie jak kolejny raz mi coś nie wyjdzie. Życie. Moje tak bardzo 🤷‍♀️.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz