wtorek, 14 stycznia 2014

Piosenka dnia

Już dawno nie było posta z tej serii, bo już dawno nie zapętlałam czegoś nowego. Ostatni czas poświęcałam głównie muzyce filmowej, jakoś mnie ciągnie w nostalgiczne klimaty jakie wywołują kompozycje orkiestry symfonicznej. Standardowo w odtwarzaczu rozbrzmiewa muzyka z LOTR i Hobbita, a dopełnia tego idealnie RMF Classic.

Wczoraj wyszłam z katalogu soundtracków i odkryłam genialną piosenkę U2 (no dobra z tym wychodzeniem poza soundtracki przesadziłam, bo to też kompozycja do filmu :P). Może trochę spóźniłam się z odsłuchaniem utworu, który o dwóch tygodni jest nr 1 Listy Przebojów Trójki, ale lepiej późno niż wcale ;).

U2 - Ordinary Love


Żeby nie było, że słucham tylko ambitnej muzyki, wspaniałych alternatywnych gatunków i orkiestry symfonicznej wrzucam coś, co też skradło moje ucho i serce - idealne na imprezę i w ogóle by odciąć się od wspomnianych wyżej nostalgicznych klimatów ;). Do tego Hurts ;).

Calvin Harris & Alesso ft. Hurts - Under Control

niedziela, 12 stycznia 2014

Dwa tygodnie - uczelnia, praca i zakupy

Witam ponownie! :)

Jak udało Wam się zapisać pierwsze dwanaście stron z księgi roku 2014? Pytaniem nawiązuję do poprzedniego, noworocznego, posta ;). Ja choć nie prowadzę skrupulatnie dziennika, jak moja ukochana Bridget Jones, zaliczam pierwsze dwa tygodnie do udanych i pracowitych ;].

Napisałam pracę inżynierską - to już wielkie osiągnięcie, tym bardziej, że pomimo olbrzymiej niechęci wyrobiłam się we właściwym terminie, a nawet z zapasem ;). Praca powiedzmy, że została przeczytana przez sprawdzającego, mam kilka elementów do dopracowania, ale mniej więcej jestem spokojna o ostateczny efekt. Choć wiadomo - stresik jest zawsze ;).

Zaliczam egzamin za egzaminem, więc jeśli chodzi o życie uczelniane nie mogę narzekać. W sumie w innych dziedzinach póki co też nie, jakby nie patrzeć wydaje się, że początek stycznia to nie jest jeszcze najlepsza pora na narzekanie ;). Choć nie obywa się bez trudności... Można powiedzieć, że stoję "na progu dorosłości" i z tego powodu przeżywam egzystencjalne rozterki :P. To chyba jedyny powód do zmartwień. Mogę się jednak pocieszać, że jeszcze jestem młoda i wszelkie złe decyzje będzie można odkręcić, a zaległości ponadrabiać. Inną sprawą są realia rynku, które w żaden sposób optymistycznie nie nastrajają, ale nie pora i czas by się załamywać! ;)

Czas na myślenie o przyszłości i podejmowanie życiowych decyzji umilam sobie jak mogę - a jest na to jeden sprawdzony sposób: ZAKUPY :D. Dziś mi się poszczęściło i z wyprzedażowej, trwającej ponad kilka godzin, eskapady nie wróciłam z pustymi rękoma. Miałam nawet aż trzy siatki w garści ;).


A w nich:
→ dwa komplety bielizny (kocham przeceny w Esotiq! Aczkolwiek muszę przyznać się do rozrzutności, bo o ile stanik za 50 zł to atrakcyjna opcja, to majtki do niego za 3 dyszki to już rozpusta - ale czasami warto zaszaleć ;) ).
→ szare, zamszowe botki 5th Avenue (kolejna rozrzutność, ale mieć nowe buty, a nie mieć, w dodatku za dobrą cenę (75 zł) - nie zastanawiałam się bardzo długo). Uniwersalne koturny, idealne do dżinsów.
→ Stravidarius kusił piękną ceną na rozpinane kardigany - 29 zł i tak trafił do mnie jeden w winnym kolorze. Do tego dłuższa jeansowa koszula, świetna i do leginsów i do czarnych rurek.

Z mojej listy zakupów za pierwszą wypłatę (tak, tak - całość wyprzedażowego szaleństwa została opłacona moimi pierwszymi konkretnie zarobionymi pieniędzmi ;) ) pozostały dwie główne nieodhaczone pozycje:

 → płaszcz
 → kozaki

O ile są to najbardziej istotne elementy na liście moich potrzeb, to tym bardziej trudno podjąć decyzję co do ich zakupu. W tym wyborze będę kierować się wysoką jakością wykonania i materiałów na pierwszym miejscu, ceną i uniwersalnością - bo te rzeczy mają mi posłużyć kilka dobrych sezonów ;). Ciężko mi będzie tylko przestrzegać zasady, by nie kupować nic pochopnie i na siłę, ponieważ na swój stary płaszcz i stare kozaki po prostu już patrzeć nie mogę :P.

Ot, cała ja :).

środa, 1 stycznia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku!

Wspomnienie starego roku czekało na mnie w poznańskim mieszkaniu. Skończył się mój biurkowy kalendarz "na dobry dzień", który codziennie mi doradzał, rozbawiał (bo jak się nie uśmiechnąć na poradę "bądź otwarty, ale nie tak, żeby ci mózg wypadł" ;) ) i dawał do myślenia przez ostatnie 365 dni. Zapewne już wiecie, że otaczam się wieloma kalendarzami i bardzo je lubię. Jednak póki zaopatrzona jestem jedynie w terminarz do torebki, bez którego nigdzie się nie ruszę. Dziś też zapisałam pierwszą sprawę do odhaczenia, o której nie mogło być mowy bym zapomniała bez zapisków, ale niech tradycji stanie się zadość. Wpisałam seans, na który czekałam prawie okrągły rok: Hobbit: Pustkowie Smauga to niesamowita przygoda i idealny sposób spędzenia czasu w pierwszy dzień Nowego Roku (i w każdy inny dzień :P). Nie będę się rozpisywać o filmie, bo go po prostu trzeba zobaczyć ;) z resztą wiecie dobrze, że mam totalnego bzika na punkcie Śródziemia, wspominałam o tym tutaj niejednokrotnie.


Ale w przypływie endorfin i podekscytowania chciałabym życzyć moim wszystkim Czytelnikom:
wszystkiego dobrego w Nowym Roku! 

Niech będzie lepszy od poprzedniego, pełen ekscytacji, nowych wyzwań, które z łatwością pokonamy. Niech będzie wypełniony dobrymi emocjami, miłością do ludzi i świata, cierpliwością,  wyrozumiałością i tolerancją. Życzę dużo zdrowia i energii, a także chwil oddechu i odpoczynku, kiedy zajdzie potrzeba. 


A korzystając z okazji chciałabym sobie życzyć trochę lepszej organizacji czasu, aby mogła spokojnie podzielić go między pracę i obowiązki, a przyjemności oraz samorozwój czy hobby - jak chociażbym prowadzenie bloga ;). Mimo mojej niesystematyczności mam i tak nadzieję, że będziecie ze mną w tym nowym, 2014 roku! :*

Gosza.

wtorek, 24 grudnia 2013

Ho!ho!ho!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym Wam życzyć dużo radości, odpoczynku i wesołych chwil w rodzinnej i pełnej ciepła atmosferze! Niech magia Świąt trwa jeszcze długo po tym jak wszystkie potrawy znikną z naszych stołów, a ostatnie igły spadną z choinek.

Odpoczywajcie i świętujcie! :*


Dzień dobry, już Wigilia.

Hej!
Aż ciężko mi w to uwierzyć - na zegarze kilkanaście minut po północy, a to oznacza, że za parę godzin będę ubierać choinkę, przygotowywać świąteczną kolację i cieszyć się z prezentów (lub rózgi :P). Jak zwykle cały rok przebiegł bardzo szybko, a ostatni miesiąc trwał dla mnie zaledwie tyle co tydzień - tyle miałam zajęć i obowiązków. Do mojego skurczonego kalendarza w ostatnim czasie doszły zaliczenia i egzaminy, a nad głową wisi topór w postaci inżynierki. Znów odłożyłam wszystko za daleko w czasie i stres na koniec roku oraz początek kolejnego mam murowany.

Jednak póki co pochłaniają mnie przedświąteczne przygotowania. Udało mi się urwać z pracy w niedzielę i wracam do niej dopiero w piątek. Już tego żałuję, bo mama pichci w kuchni coraz to nowe pyszności i przyjdzie mi to zaraz po drugim dniu Świąt zostawić :(. A w Poznaniu dobrej kuchni mi bardzo brakuje... 

Przygotowania to również porządki, dekorowanie domu, kupno prezentów. To ostatnie mam już odhaczone, właśnie jestem po pakowaniu bożonarodzeniowych upominków. Jestem bardzo zadowolona z tegorocznych prezentów i bardziej niż pewna, że obdarowani wyjątkowo się ucieszą w tym roku :) Nie ma dla mnie samej lepszego świątecznego spełnienia :D. Aczkolwiek na 100% przekonam się o tym po dzisiejszej kolacji. Póki co nie mamy nawet choinki (to znaczy jest, ale nie ubrana stoi w szopie i czeka) - tradycją u mnie w domu jest ubieranie jej w Wigilię. I choć żałuję, że tak krótko nacieszę oczy świątecznym drzewkiem, tradycja musi zostać zachowana, więc czekam ze strojeniem do Wigilii. Za to okna domu, ganek, schody i inne elementy są już całkowicie w świątecznym klimacie: lampki, stroiki, świeczki, gałązki, kartki - dekorowanie obok sprzątania to drugie moje coroczne grudniowe zadanie ;).

Czas przy domowych obowiązkach umilam sobie słuchając RMF Classic. To chyba najlepsze radio na święta, dodatkowo to jedna z niewielu stacji, w której mogę posłuchać fragmentów soundtracku z "Władcy Pierścieni"... Taaak, zdecydowanie bardzo lubię to radio. Polecam, jeśli szukacie fajnej stacji w świątecznym klimacie. Swoją drogą myślałam, że na piosenek o tematyce bożonarodzeniowej nie będę mogła słuchać po ostatnim tygodniu w pracy, podczas którego świąteczna płyta była zapętlana od 9 do 21 :/, ale jednak w domu to nie to samo... i słuchanie oraz nastrajanie się do świątecznego klimatu to wielka przyjemność :)

Jeden z moich ulubionych utworów:


PS. Mój dom tak (stety lub niestety ;) ) nie wygląda ;) 

sobota, 14 grudnia 2013

Naturalny kosmetyczny cudotwórca

Jakiś czas temu pisałam Wam o kosmetycznej perełce, którą chciałabym tu zaprezentować. 

Jest nią naturalne, tłoczone na zimno mydło z olejku z czarnuszki. W składzie ponad olejek z czarnuszki ma również olej palmowy i z orzecha kokosowego. Szukałam czegoś, co pomoże mi w walce z niedoskonałościami skóry i chyba udało mi się trafić w dziesiątkę! Mydełko bowiem spisuje się świetnie. Chyba jako jedyny produkt pomogło zmniejszyć mnogość znienawidzonych czarnych kropeczek na nosie, a przynajmniej zmniejszyło zdecydowanie ich widoczność - to już wielki plus. 

Mydło nie wysusza skóry, choć bardzo dobrze ją oczyszcza i peelinguje (w mydełku jest proszek z nasion czarnuszki, przez co może ze spokojem być używane do peelingu - nawet całego ciała).


Próbowałam z prezentacją czekać, aż będę miała dzień wolny i światło dzienne do zdjęć, ale nie udało mi się zapewnić obu tych elementów. Zdjęcia więc robione przy sztucznym świetle, a recenzja pisana w ostatnie chwile dnia wolnego ;).

Wracając jednak do mydła - jest, jak chyba każde mydło w kostce, niesamowicie wydajne. Delikatnie się pieni, ma słaby, ale niezbyt przyjemny zapach, który jednak nie pozostaje na skórze. Mydełko polecane jest dla osób z zanieczyszczoną cerą, trądzikiem i egzemą. Może być stosowane przez osoby o skórze wrażliwej, dojrzałej i suchej. Olej z czarnuszki zawiera dużo nienasyconych kwasów tłuszczowych: omega 6, 9 i 3 oraz m.in. witaminę E.


Na szczęście tak dobry kosmetyk nie jest drogi - kostka kosztuje ok. 15 zł, a przy wysokiej wydajności inwestycja bardzo się opłaca. Ja kupiłam mydełko w stacjonarnym MarokoSklep w Poznaniu, przy ul. Piątkowskiej.


piątek, 6 grudnia 2013

Mikołaj i Ksawery

Ho! Ho! Ho! Witam Was cieplutko w jeden z najfajniejszych dni w roku! :) Dziś Mikołajki, które są cudownym dniem na obdarowywanie siebie na wzajem malutkimi i niedrogimi podarkami, które przywołują szczery uśmiech na twarzy i sprawiają mnóstwo radości. Ja tak mam w każdym razie :P.

Bardzo to miłe i każdego roku będę celebrować tego typu dni. Moja Mama uważa, że to święto dla dzieci, a ja tak strasznie to przeżywam - nie zgadam się z tym, a na dodatek powiem, że mój kalendarz z mądrymi radami na każdy dzień roku się również nie zgadza i rzecze:


Więc nie sądzę, aby jedynie dzieci miały frajdę z Mikołajek ;). I choć 6-to-grudniowy upominek nie jest raczej niespodziewany, to i tak tak samo miły! I zdecydowanie namawiam byśmy świętowali takie chwile :). 

Oczywiście i mnie Mikołaj nie ominął, bo nie szerzyłabym tu takich postów o wszechobecnej radości, uśmiechu i rodzinnym cieple, gdybym nie miała okazji tego kolejny rok doświadczyć ;). Będę więc przez najbliższe dni tyć dzięki temu, co wyciągnęłam z buta i ze skrzynki pocztowej ;).


Dzień przebiega również pod patronatem innego imienia - Ksawerego, którego gościmy na ziemiach nie tylko polskich od dwóch dni. Mowa o orkanie (huraganie) o tej nazwie, który sieje spustoszenie ;). Taaak, wieje dość zacnie, zacina śniegiem, w Poznaniu panuje totalny komunikacyjny chaos po popołudniowej śnieżnej zamieci. Dla dobra mojego wizerunku przemilczę fakt, że ja lubię taką pogodę, nawet jak muszę wychodzić na zewnątrz i nie mogę podziwiać takiego świata jedynie zza szyb ;). Choć pewnie gdybym została bez prądu jak tysiące osób w całej Polsce to zrezygnowałabym z powyższego stwierdzenia ;). Na szczęście i póki co taki los mnie ominął, dlatego też mogę wystukać posta.

Wszystkiego dobrego z okazji Mikołajek! :*