czwartek, 12 lipca 2012

Niecierpliwe oczekiwanie

Wakacje dla mnie to czas kiedy stosunkowo rzadko korzystam z komputera - przecież jest tyle innych aktywności. Jeżeli pogoda sprzyja przebywam na dworze, spotykam się ze znajomymi, bawię odwiedzających nas w domu Gości, itp. Wybaczcie więc opóźnienia w dodawaniu nowych postów. Powoli  też dobiega końca moja 4-tygodniowa praktyka. Nareszcie się wyśpię! ;) Chyba za tym tęsknię najbardziej :P. Będę też miała znów zdecydowanie więcej czasu dla siebie.

Ale nie o tym chciałam pisać. Cały tydzień upływa mi w euforycznym nastroju po zdobyciu przez Reprezentację Siatkarzy złotego medalu prestiżowych rozgrywek Ligi Światowej. Mało tego, że stanęli na najwyższym stopniu podium, to zrobili to w sposób po prostu mistrzowski. Nie wiem czy oglądaliście chociaż mecz finałowy - był to popis Naszych, na najwyższym poziomie :D. Efektownie i przede wszystkim efektywnie ;). I z tego powodu jeszcze bardziej nie mogę się doczekać mojego najbliższego wyjazdu. Podobnie jak w dwa lata temu i w roku ubiegłym jadę na Memoriał Huberta Wagnera! :D W Zielonej Górze, na ostatnim sprawdzianie przedolimpijskim, spotkają się na towarzyskich rozgrywkach reprezentacje: Iranu, Argentyny, Niemiec i oczywiście Polski :D. Oprócz meczy i sportowych rozgrywek X Memoriał to dla mnie okazja na odwiedzenie Zielonej Góry, w której jeszcze nie byłam. Wiele moich znajomych poleca to miasto, mają związane z nim dobre wspomnienia i uważają, że jest warte odwiedzenia. Mam nadzieje, że moja wyprawa także będzie udana i nie będzie ostatnią. Już sam fakt, że będę tam na siatkarskich rozgrywkach powoduje, że Zielona Góra kojarzy mi się mega pozytywnie ;).

W czasie Memoriału odbędą się również zbiórki pieniędzy oraz licytacje na rzecz Fundacji Herosi. Fundacja ta od lat współpracuje z siatkarzami i innymi sportowcami stawiając sobie za cel "wyposażenie w sprzęt medyczny dziecięcych oddziałów onkologicznych". W tym roku na aukcji podczas zielonogórskiego turnieju prawdopodobnie będzie można wylicytować m.in. złote medale Ligi Światowej Piotra Nowakowskiego i Bartosza Kurka, oraz kilka innych trofeów. Zaglądnijcie na stronę Fundacji po więcej informacji: Fundacja HEROSI (a jeżeli ktoś zarabia, to zachęcam do przekazania na jej rzecz 1% swojego podatku). Ja zamierzam dorzucić parę złotych dla dzieciaków podczas kwest na Memoriale.

Na dzień dzisiejszy wyjazd do Zielonej Góry to jedyna rzecz, jaką mam zaplanowaną na najbliższe tygodnie. Mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się jeszcze gdzieś pojechać, chociażby spontanicznie ;).

Mam nadzieję, że Wy macie plany na wakacje i korzystacie z letnich miesięcy! :)
Pozdrawiam!

piątek, 6 lipca 2012

Wszędzie ten kurz...

Dzisiaj czeka mnie wyjątkowo ciężka walka. Wrogiem mi będzie paskudztwo, które jest praktycznie wszędzie - kurz. Na szczęście nie będę w tej wojnie osłabiona, nie mam na szczęście alergii na to dziadostwo.

Kilka dni temu zabrałyśmy się z Mamą za "letnie" porządki. Wiosna minęła, nie było mnie w domu, więc zwyczajowe wiosenne porządki przesunęłyśmy na koniec czerwca. Troszkę powoli nam szły, bo zarówno Mama jak i ja chodzimy teraz do pracy (okey - ja chodzę na praktyki, ale i tak trwają ponad 6h dziennie - więc to prawie jak etat :P ) i przeznaczyłyśmy na to tylko późne popołudnia. Ze składzików w domu, strychu i kilku innych miejsc wyniosłyśmy masę gratów, nazbieranych przez lata, makulaturę, starą odzież i tym podobne śmieci, które znajdzie się w każdym domu. Myślenie "a może się kiedyś przyda" to pierwszy krok do nadmiernego chomikowania i zagracenia domu. Jednak od jakiegoś czasu ograniczamy naszą skłonność do przechowywania i jesteśmy na dobrej drodze, by magazynować mniej :).

Ale wracając do tego nieszczęsnego kurzu... Kiedy już wielkogabarytowe niepotrzebne rzeczy opuściły szafy i schowki, przyszedł czas na posprzątanie całej reszty. W dodatku zjawiają się goście, więc nie mogę dłużej zwlekać z zakończeniem wielkich porządków. Zostało odkurzanie i mycie podłóg, wymiana pościeli no i niestety ścieranie kurzy. Nic mnie bardziej nie demotywuje niż ta czynność. Przede wszystkim za szybko ponownie się gromadzi - i nie pomagają różnego rodzaju pronta, płyny antystatyczne, magiczne ściereczki, "psy na kurz" - on wraca i po dniu, dwóch osadza się z powrotem. Druga sprawa: kiedy sprzątam, szczególnie w słoneczny dzień i widzę jak kurz wzbija się w powietrze to z miejsca się załamuje. Widać  unoszące się drobinki, które tylko czyhają na to, bym skończyła wycierać półkę, by ponownie się na niej osadzić... Walka z wiatrakami, co nie? Syzyfowa praca... takie ma "frazeologiczne" skojarzenia :P

Wybaczcie, ale musiałam trochę ponarzekać na czekające mnie zadanie ;). Nie uchroni mnie to przed nim, ale pomaga, gdy szukam u Was zrozumienia ;). 

A może macie sprawdzone pomysły jak walczyć z kurzem? Ja nie poznałam jeszcze jakiegoś dobrego, tajemnego i skutecznego sposobu by pozbyć się tego paskudztwa raz na zawsze (nooo.... to raz na zawsze to pobożne życzenie, ale tak chociaż raz na dobry tydzień i byłoby pięknie ;) ).



P.S. Za sprzedaż nazbieranej makulatury na skupie dostałyśmy ponad 32 zł ;). Już mam nieco więcej na rower ;)

środa, 4 lipca 2012

Matujące kremy na dzień

Zawsze mam problem z oceną kremów do twarzy. Chyba nie trafiłam jeszcze na kosmetyk, który byłby dla mnie strzałem w dziesiątkę. Albo mam tak nietypową skórę, której zawsze coś nie będzie odpowiadało, albo zbyt szybko "przyzwyczaja się" do specyfiku i muszę szukać kolejnych pozycji. A z wielu źródeł dowiaduję się, że warto dać czas produktowi, by zadziałał i cierpliwie stosować nawet kilka miesięcy. Dla mnie to raczej niewykonalne, kiedy widzę, że wykańczając opakowanie kremu/szamponu/dezodorantu/etc. nie ma tych samych efektów, co w przypadku wcześniejszego stosowania. Szukam wówczas odmiany i kolejnych krótkotrwałych zachwytów.

Wydaje mi się, że od kremu do twarzy za wiele nie wymagam: żeby dobrze matował, nawilżał i nie kosztował bajońskiej sumy. Cieszę się gdy nie roluje mi się na nim podkład, kiedy dobrze się wchłania, a jeżeli do tego fajnie pachnie - super! :) Wbrew pozorom znalezienie odpowiedniego specyfiku dla mnie o podanych wyżej właściwościach wcale nie jest takie proste. Najczęściej zawodzą mnie obietnice producenta o długotrwałym matowieniu, które wbrew zapewnieniom nie wytrzymuje więcej niż 2h.

Jednak po wielu próbach i błędach na dzień dzisiejszy (czyli mój wiek, stan i potrzeby cery, oraz zasobność portfela) znalazłam produkt bardzo dobry. Idealny, czy doskonały byłoby nadużyciem, ale opinia bardzo dobrego jest dla niego odpowiednia. Polecam Wam wypróbowanie kremu z laboratorium Lirene - Desing Your Style - kremowy mus matujący. Czytałam różne opinie na jego temat, postanowiłam napisać własną. Przede wszystkim zaznaczę, że dla zadowalających efektów nie stosuję więcej niż jednego słoiczka pod rząd, właśnie ze względu na to, że moja skóra potrafi się przyzwyczaić do kosmetyku. Ale już kilkakrotnie wracałam do tego produktu, jest to jedna z moich pewnych i sprawdzonych pozycji. Jest to krem dzień/noc, choć podobno nie jest to właściwe połączenie - dobry krem jest produkowany albo na dzień, albo na noc. W tym przypadku Lirene stosuję prawie wyłącznie jako dzienny krem, choć jedno z opakowań zużyłam stosując i rano, i wieczorem. W obu przypadkach jestem zadowolona z efektów. Krem znakomicie się wchłania i bardzo ładnie pachnie - delikatnie, ale wyczuwalnie. Bardzo odpowiada mi konsystencja kosmetyku - mus, wydaje się pełen pęcherzyków powietrza - lekki i niezapychający. Po aplikacji skóra jest miękka i miła w dotyku, w dodatku jakby chłodna, co daje uczucie nawilżenia (przynajmniej ja mam takie odczucie ;) ). Cera jest zmatowiona, naturalna - taki efekt utrzymuje się dość długo. Nie podam ile godzin, bo tego nie liczyłam, ale wystarczająco dla mnie, bym była zadowolona. Oczywiście w niekorzystnych warunkach klimatycznych czas się skraca, ale to dotyczy chyba działa każdego specyfiku.

Źródło: KLIK
 
Drugim, równie dla mnie dobrym kosmetykiem jest krem na dzień Dax Cosmetics - Perfecta Cera Mieszana - Dotleniający krem matujący i zwężający pory z energią Q10. Moja opinia o nim jest praktycznie taka sama jak opinia napisana wyżej o kremie Lirene. Tu główną różnicą jest konsystencja - Lirene proponuje lekki mus, bardzo delikatny, z kolei Perfecta Cera Mieszana to normalny krem. Dobrze się wchłania, ale nie ma jakieś specyficznej lub innej konsystencji. Do tego kremu, podobnie jak do poprzedniego wracam. Obecnie używam Lirene, następny zakup to zapewne produkt Dax Cosmetics. Ale kto wie, może jednak na coś innego się skuszę, by wypróbować i może znaleźć ideał ;).

Źródło: KLIK



Chciałabym Wam jeszcze napisać o jednym specyfiku, który miałam okazję stosować. Jest to prawdziwie i skutecznie matujący kosmetyk i to jego największa zaleta. Barwa - Siarkowa Moc - Antybakteryjny krem matujący. Krem ten naprawdę mnie zmatowił, czasami miałam wrażenie, że aż za bardzo ;). Efekt pudrowego zmatowienia utrzymywał się dłuższy czas więc za to wielki plus. Z kolei nie zadowoliła mnie konsystencja - ciężko się rozprowadzał, trochę rolował na skórze, zupełnie nie był płynny. Dodatkowym minusem zapach - sama nazwa wskazuje, że kwiatkami pachnieć nie będzie ;). Produkt jest opakowany w plastikowy słoiczek w kolorze mocnego oranżu, co nie spodoba się estetom (teraz chyba wyszedł w odświeżonej i mniej agresywnej szacie graficznej, ale nie jestem pewna :P ). Kremu używałam sporadycznie, dlatego nie mogę ustosunkować się do internetowych zarzutów, że zapycha, przesusza, itp. Do takich ocen dochodzi się w czasie regularnego stosowania. Ale jeżeli macie ochotę przetestować na własnej skórze to zachęcam, krem nie jest drogi, więc można spróbować ;).

Źródło: KLIK

Jest jeszcze jeden krem, o którym marzę. Podobnie jak w przypadku tuszu Estee Lauder znajduje się on poza zasięgiem moich możliwości finansowych. Testowałam jednak próbkę Dr Irena Eris - SPA Resort Hawaii - nawilżający krem-mus i byłam zachwycona! Ten zapach! Ta rozkosz stosowania delikatniusieńkiego musu! 4 razy zastosowany dawał znakomite efekty. Cena - ok. 100 zł.

Źródło: KLIK


Piszcie śmiało, jeżeli możecie mi polecić jakiś fajny krem na dzień :). Przypuszczam, że wypróbuję każdą propozycje, bo przecież taka mała rzecz jak zakupy kosmetyczne z nowościami potrafi poprawić humor jak mało co;).

środa, 27 czerwca 2012

Moje mascary + top 3

* Jutro w Rossmanie promocja m.in. na tusz MaxFactor 2000 Calorie, będzie kosztował jedynie 14,99 zł!. Z własnego doświadczenia polecam wybrać się rano, zaraz po otwarciu, bo jak w promocji -50% były pędzle EcoTools to przyszłam do sklepu stanowczo za późno - wszystkie półki były już całkowicie "wyczyszczone" *

Posta jak zwykle dodaję trochę późno, ale mam nadzieję, że jacyś chętni na promocję się załapią :P

I tak a'propos tej promocji pomyślałam, że napiszę Wam co nieco na temat moich mascar, jakich aktualnie używam. Obecnie mam 3 otworzone tusze, ale z oferty Rossmanna zamierzam i tak skorzystać ;). Bardzo lubię kupować i testować nowe tusze, ale zawsze mam problem, który wybrać jeżeli mam kilka w użyciu.

Od lewej: Outrageous Sephora, Lash Doubling Mascara Clinique, Masterpiece Max MaxFactor
Pierwsza z przedstawionych na zdjęciu mascar (maskar? - naprawdę nie mam pojęcia, która wersja jest poprawna:P ) to Outrageous z Sephory. Według mnie najgorszy z przedstawionej trójki, ale i jeden z gorszych tuszy, jakich w ogóle używałam. Widać, że opakowanie jest duże i mieści w sobie więcej kosmetyku, aż 10 ml. To niezbyt mi odpowiada, bo lubię dość często zmieniać tusze do rzęs, a szkoda wyrzucić jeżeli mascara jest jeszcze dobra... Tylko, że ten produkt z Sephory wyrzuciłabym bardzo chętnie. Szczoteczka z sztucznego tworzywa nabiera zbyt dużo produktu, Malując rzęsy nie potrafię ich odpowiednio rozczesać, rzęsy się sklejają, a tego nie cierpię. Jak już uda mi się nałożyć produkt, tak bym była zadowolona z efektu, nie utrzymuje się on długo - w trakcie dnia spektakularność długości i zagęszczenia rzęs zanika. Plus za śliczny, ciemny i intensywny czarny kolor. Cena 59 zł. Nie skuszę się ponownie.


Podwójny tusz Clinique kupiłam w Douglasie w promocyjnej cenie 29 zł. W zamian dostałam pomniejszoną wersję, zawierającą jedynie 2 x 4 g produktu. Tusz jest jednak bardzo wydajny (w lutym pisałam już o tym produkcie, ale od tamtego czasu używałam sporadycznie. Nic nie stracił na świeżości, a ostatnio wrócił do łask i maluję się nim regularnie). Swego czasu bardzo lubiłam podwójne tusze, dają wg mnie świetny efekt, jednak ich nakładanie zabiera trochę więcej czasu. Zwykle, kiedy rano mi się spieszy, unikam nadmiernego przedłużania zabiegów pielęgnacyjnych i z pośpiechu czasem nie używam tego tuszu. Mogę żałować wówczas, bo mascara bardzo ładnie wydłuża rzęsy, pogrubia i nadaję głęboki czarny kolor. Plus także za trwałość. 


Ostatnim z obecnie używanych to zacna mascara od MaxFactor - Masterpiece Max. Jedna z moich ulubionych. Pięknie rozczesuje rzęsy, pogrubia, wydłuża, długo się utrzymuje i jest wydajna. Same zalety ;). Jest jeden minus, ale nie wiem czy to wina wyprofilowania szczoteczki, czy mojej złej techniki "malarskiej" - zawsze razem z rzęsami umaluję sobie powiekę! Tak tego nie lubię, a zdarza się nader często przy używaniu tego kosmetyku. Cała reszta na wielki PLUS!


To była krótka recenzja moich mascar.

Chciałabym Wam napisać również moje TOP 3 z kategorii tusze do rzęs:

Na 3. miejscu - mascary Maybelline New York - na półce tej firmy zawsze znajdę coś odpowiedniego dla siebie. Lubie ich tusze - są w przystępnej cenie (często w ciekawych promocjach) i dają dobre efekty. Jeden ulubiony - żółty Colossal Volume.

Na 2. miejscu - znów zbiorcze podium - mascary Max Factor. Jakością tej marki rzadko jestem rozczarowana. Tusze spełniają moje wymagania i stosunkowo często wracam do produktów z półki Max Factora. Ulubione - False Lash Effect i wspomniany wyżej Masterpiece Max.

A mój numer 1 to:


Tusz, do którego (niestety) nieprędko wrócę. Głównie z powodu ceny pełnowymiarowego produktu. Sumptuous Estee Lauder ze zdjęcia to miniprodukt sprzedawany zimą wraz z kredką do oczu w promocyjnym zestawie za 39 zł. Nawet bym nie promocji nie wiedziała, gdyby nie moja Mama :*. Dostałam ten tusz od Niej w prezencie i jestem za niego bardzo wdzięczna. Wersja mini (2.8 ml) starczyła mi na ponad 2 miesiące codziennego używania, dając za każdym razem ten sam wspaniały efekt - nie przerysowanych, nie teatralnych, ale bardzo gęstych, wyraźnie rozczesanych, lekko wydłużonych rzęs. Skończyła mi się już w lutym, był nawet post z mini-recenzją, a nadal za nią tęsknię ;). Czy zamiast na rower powinnam zbierać na ten tusz??? ;)

Wy na pewno macie jakieś swoje ulubione tusze do rzęs :). Czy możecie mi jakiś sprawdzony polecić?
Od dłuższego czasu jestem wierna tuszom z MF, a czuję, że mojej kosmetyczce przydałby się "świeża krew" ;).

Pozdrawiam mocno! :)

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Kolory i smaki weekendu

Ostatnio znów utrzymuje się chłodna i deszczowa pogoda. Już mam serdecznie dość :(. Dni są teraz najdłuższe w całym roku i chciałoby się posiedzieć na tarasie na słońcu lub o zachodzie, pijąc wieczorną herbatę i wsłuchiwać się w odgłosy ogrodu.

Z jednej strony to nawet dobrze, że pogoda do przesiadywań w ogrodzie nie zachęca - można bez oporów oddać się piłkarskiemu kibicowaniu... z drugiej tak szybko te długie dni przeminą, że szkoda, iż nie ma jak z nich korzystać.

Całe szczęście w weekend pogoda była łaskawsza i do późnego popołudnia w niedzielę było całkiem ciepło, a słońce często wychylało się zza chmur. Mogłam się trochę zrelaksować i rozsmakować się w letnich owocowych przekąskach:

Truskaweczki ! ! ! 



I piękne bordowe czereśnie! Prosto od sąsiada ;)
  



A na kolejne smakołyki już zacieram ręce: na krzakach dojrzewa agrest, niedługo w sprzedaży maliny, jagody. Pycha! Straszną ostatnio mam ochotę na poziomki, jednak tego specjału chyba łatwo nie dostanę.

Jeszcze a'propos kolorów z weekendu. Zaprezentowałam różne owocowe odcienie czerwieni, ale w weekend udało mi się sfotografować mieszkańca mojego ogrodu. Często bywają u nas kosy. Ale ten jeden jest nietypowy... można by rzecz taki mały wybryk natury, bo zamiast jednolitej ciemniej barwy ten jest kosem albinosem! Mówię Wam - poczytałam na wikipedii ;)

Pech chciał, że udało mi się strzelić jedyną nierozmazaną fotkę w najmniej reprezentacyjnej części naszego ogrodu ;)




czwartek, 21 czerwca 2012

Dezorganizacja

Hej!

Bardzo mi ciężko ostatnio dobrze zorganizować swój czas. Z tego powodu takie przestoje na blogu, ale mam też kilka innych zaległości. Niby wróciłam do domu, niby mam wakacje, ale zaczęłam w tym tygodniu praktyki, które potrwają, nie bagatela, 4 tygodnie. Mało tego totalnie wciągnęło mnie Euro, więc nie odpuszczę żadnego meczu. Ponadto oglądam różne studia przed- i pomeczowe, rozmowy z tymi co się znają na piłce i tymi co znają się trochę mniej ;). Z tych powodów jakoś ciężko mi przestawić się na bardziej ekonomiczny tryb i marnuję mnóstwo czasu, nie wiedząc tak naprawdę gdzie i jak... Pomijając wspomniane powody ;).

Chociaż ta notka miała mnie tylko jakoś usprawiedliwić, nie chciałabym Was zostawić tak "z niczym" ;). Więc mam informację do przekazania dla osób, które: a) lubią filmy dokumentalne, b) mają kanały Discovery  i Discovery World. Widziałam dziś reklamy dwóch premierowych serii programów, które niezwykle mnie zainteresowały. Pierwszy z nich, mający premierę w poniedziałki o 22.30 na kanale Discovery World, to dokument obrazujący pracę za kulisami największych hitów kinowych: "Prawdy i mity filmowej elity". W poniedziałek 25 czerwca odcinek ma dotyczyć serii Indiana Jones. Już zapisałam sobie przypomnienie w kalendarzu, by nie przegapić tego programu. Od zawsze interesowało mnie to, co dzieje się za kulisami filmów i jak hit wygląda po drugiej stronie kamery ;).
Z kolei druga pozycja jaką Wam polecę dotyczy - a jakże ;) - Euro 2012. O tych programach wiedziałam już wcześniej, ale w ferworze meczowych emocji zapomniałam na śmierć. Teraz oglądając reklamówkę przypomniałam sobie, że chciałabym zobaczyć kilka odcinków z serii "Za kulisami Euro 2012". Tym bardziej, że są to dokumenty pokazujące m.in. jak budowano polskie stadiony, jakie jest przygotowanie służb w naszym kraju, są informacje o wykorzystywanych technologiach zarówno w sporcie, jak i w całym zapleczu towarzyszącym. Kto jest chętny pooglądać włącza Discovery w dniu meczu o 20.00 i później w czasie przerwy. Dokumenty są krótkie, więc bez obawy, nie będzie niewygodnego wyboru "co oglądać" ;).

A Wy lubicie oglądać programy dokumentalne? Są może jakieś serie, które śledzicie i możecie mi polecić?

Z mojej strony na razie tyle, idę spać, w końcu z rana muszę się zerwać, a dziś miałam męczący dzień. Mam nadzieję, że Wasze dni płyną błogo ;))). A jeśli nie - to spokoju i błogości Wam życzę! Pozdrawiam! :)

czwartek, 14 czerwca 2012

Piłkoszał :)

Naprawdę nie podejrzewałam, że tak wciągnie mnie to Euro. I choć byłam sceptycznie nastawiona do tej imprezy, ogarnął mnie znany z reklamy "piłkoszał" ;). I niesamowicie żałuję tego wcześniejszego anty-nastawienia.

W tym tygodniu wróciłam na kilka dni do Poznania, został mi egzamin do napisania. Ale czas w stolicy Wielkopolski spędzę nie tylko na nauce. Pierwszy wieczór gorąco kibicowałam Polsce w meczu z Rosją, w drugi postanowiłam wyjść do miasta i poczuć na własnej skórze piłkarskie emocje. Część meczu Portugalia - Dania obejrzałam w ogródku piwnym na Starym Mieście. Wokół pełno kibiców. Panuje atmosfera wielkiej fety, radości i wspaniałej, międzynarodowej imprezy. Tłumy Chorwatów i Irlandczyków okupują Poznań, ale jest to zdecydowanie radosne i miłe oblężenie. Mogę tylko żałować, że mój czas w Poznaniu jest ograniczony, bowiem muszę od poniedziałku wrócić do Słupska na praktyki. Tego właśnie nie mogę sobie darować... mogłam być w Poznaniu i uczestniczyć w tym historycznym sportowym święcie. ;(. A tak, co najwyżej, pobędę tu kilka dni i wracam do przeżywania piłkarskich emocji przed domowym odbiornikiem TV.

Na drugi mecz tego dnia (Niemcy - Holandia) poszłam do Stery Kibica. Stamtąd mam dla Was kilka zdjęć, zrobionych na szybko, pod wpływem chwili, telefonem komórkowym. W Strefie bardzo mi się podobało, pełno uśmiechniętych ludzi różnych narodowości, a wesoła muzyka i radosna atmosfera umilała pobyt tam nie tylko w trakcie meczu. Na nieszczęście z meczu i wspólnych emocji nic nie wyszło... Po ok. 10 minutach od rozpoczęcia spotkania tak się rozpadało, że musiałyśmy z koleżanką szybko umykać na tramwaj. Nie byłyśmy przygotowane w żaden sposób na taką zmianę pogody, a Fan Zone nie jest niestety zadaszony. Resztę meczu dooglądałam więc w mieszkaniu.

Fontanna Wolności i miejskie logo

Strefa Kibica mieści się w Poznaniu na Placu Wolności, może pomieścić 30 tys. ludzi. Nad porządkiem, bezpieczeństwem i informowaniem kibiców czuwa rzesza stweardów i wolontariuszy.


Kładka prowadząca przez środek Fontanny Wolności. Ciekawe rozwiązanie ;)



Po lewej stronie widzimy trybuny dla kibiców, a po prawej strefę VIP. Wiadomo strefa VIP jedynie dla wybrańców, a i trybuna nie jest darmowa. Wejście na nią to koszt 30 zł, liczba miejsc oczywiście ograniczona.

Na ogromnym telebimie lecą skróty z poszczególnych meczy, ciekawe momenty rozgrywek, reklamy sponsorów, ale także spoty promujące Euro 2012, Polskę i Ukrainę oraz poszczególne miasta organizatorskie. Z kolei na scenie występują artyści i animatorzy.

Przypuszczam, że część z Was podobnie jak ja emocjonuje się rozgrywkami :). Jestem wręcz zdania, że ludzie powinni mieć wolne w trakcie meczy by móc wyjść na miasto i poddać się temu szaleństwu ;). Oczywiście w tym momencie nie myślę o nieprzyjemnych incydentach jak ataki agresji czy pijaństwo, choć niestety i to jest częścią tych Mistrzostw.

Ale mogę być prawie pewna, że każdy z Was będzie oglądał mecz Polska - Czechy ??? No właśnie ;) Dlatego udostępniam filmik motywacyjny przygotowany przez kibiców przed "meczem o wszystko":


P.S. Jeżeli się nie wyświetla, to znów uniemożliwiła to TVP. Akurat tego działania nie rozumiem... Owszem jest to wykorzystanie transmisji, ale przecież w słusznym celu ;). Jeżeli filmiku nie ma, poszukajcie: "mecz o wszystko", a na pewno znajdziecie ;).