czwartek, 12 września 2013

Nad wodą

Ostatni weekend plus dodatkowe dwa dni spędziłam w Borach Tucholskich, w okolicach Tucholi. Jako, że to jeden z nielicznych wyjazdów tego lata cieszyłam się jak z dziecko z każdym zastanych tam atrakcji i przyjemności. W otoczeniu lasów, rzek i jezior nie trudno o pozytywne przeżycia, choć będąc uparty należałoby ponarzekać na chmary komarów. Cóż... Off poszedł w ruch oraz chroniący przed zdarciem sobie skóry do kości po ugryzieniu Dapis żel. A choć już nie było warunków do kąpania się w jeziorach, pogoda i tak była przednia i niesamowicie nam dopisała! :) 

Zwiedziłam kilka miejsc, trochę spacerowałam nadjeziornymi trasami, pojeździłam na rowerze. Swoją drogą wycieczki rowerowe to była największa frajda, bo nie pamiętałam nawet, kiedy ostatni raz miałam okazję pojeździć na rowerze ;). Jako nastolatka wyrosłam ze swojego roweru, który został gdzieś odsprzedany. Do dziś pluję sobie w brodę (i rodzicom przy okazji), że go nie zachowaliśmy, bo był to nie byle jaki jednoślad - rower Mercedesa, retro model. Tylko mały, nie dla dorosłych. Ale wspaniały rower, byłby bardzo na czasie aktualnie. Miał śliczną ramę w złotym kolorze i szerokie siodełko, do tego znaczek marki zaraz nad przednią lampą. Teraz jeździłam zupełnie na czymś innym, ale przyjemność była taka sama. Dodatkowo piękna okolica zachęcała do pedałowania.









Ponad walory przyrodnicze muszę się przyznać do mojego zamiłowania do pewnego miasta położonego w tych okolicach. Mówię o Bydgoszczy, do której mam sentyment od kilku lat, kiedy to byłam w niej po raz pierwszy na Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Już wtedy miasto mi się spodobało, bardzo mile je wspominam, bardzo pozytywnie. Ponadto podobało mi się wizualnie. Po ostatniej wizycie mogę to zdecydowanie potwierdzić :). Odwiedziłam Wyspę Młyńską i zrozumiałam, dlaczego mówi się o Bydgoszczy, że to polska Wenecja. Racja, że to określenie jest mocno przesadzone ;) ale nie można odmówić bydgoskim kanałom uroku. Powiem Wam szczerze, że zamiast w Poznaniu, mogłabym spokojnie szukać pracy i życia w Bydgoszczy, choć nie mogę być pewna czy mieszkając tam, moje wyobrażenie nie odmieniłoby się radykalnie ;).

Póki co, jako zwykła turystyka doceniam estetykę Starego Miasta w Bydgoszczy. Starówka może nie jest szczególnej i ponadprzeciętnej urody, lecz wspomniana Wyspa Młyńska wiele nadrabia. Jak wszędzie kilka elementów należałoby zagospodarować lub odnowić, ale całość wygląda przepięknie i idealnie się nadaje na spędzenie leniwego albo aktywnego popołudnia, czy romantycznego wieczoru ;).






Na pierwszym planie Marina - Bryła Roku 2012, w tle Opera
 

Na koniec zdjęcie po prostej instagramowej obróbce ;)


I tak à propos Instagrama. Od zmiany telefonu istnieję jako gosza_s w tym serwisie i jeśli macie ochotę wpaść na mój profil co jakiś czas, to zapraszam :) :).

Instagram

środa, 11 września 2013

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Sobotnie rytuały

Wczoraj się trochę rozpieszczałam, ale w wakacje postanowiłam wytrenować nowe zwyczaje pielęgnacyjne, tak aby weszły mi w nawyk. Jak to normalnie, raz jest z tym lepiej, raz gorzej, ale ogólnie rzecz biorąc nowy nawyk się przyjął i podobnie jak we wcześniejsze tygodnie wieczorną pielęgnację poszerzyłam o peeling i maseczkę. Peeling robię tak 2-3 razy w tygodniu, jednak do maseczki jestem za leniwa - tym bardziej, że jeśli idę pod prysznic o 2 w nocy (jak dziś na przykład) ciężko się zmobilizować o tej porze, by odczekiwać kolejne 10-15 min przedłużając pielęgnację. Wolę taka rozgrzana po kąpieli wskoczyć do łóżka, niż czekać aż maska zacznie robić swoje ;).

Tak czy owak, raz na tydzień maska musi być! I już miałam pisać jakie to cudowne efekty przynosi, gdyby nie to, że moja twarz - przekora postanowiła się "popisać" dając wysyp różnych nieciekawych elementów, którym nawet maska nie pomoże... (Chyba, że taka z Krzyku... Noszona cały dzień... :P)

W każdym razie moja nieszczęsna cera utwierdziła mnie w przekonaniu, że będę słabym recenzentem kosmetyków do twarzy, bo jeszcze chyba nie znalazłam żadnego, którego działanie odmieniłoby moje oblicze jak Photoshop. Choć nie czarujmy się... tylko Photoshop może odmienić jak Photoshop ;). Choć może nie jest tak do końca, bo przecież widzę osobniki na co dzień, przy których zżera mnie totalna zazdrość o ich cerę. No ale co zrobić - już dawno się przekonałam, że sprawiedliwość to nie jest mocna strona świata, w którym żyjemy.

Ale suma summarum rytuał z maseczką jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi ;). Tak więc będę nadal serwować sobie te przyjemne momenty raz na tydzień, a może i częściej. Dziś w Douglasie kupiłam jedną z moich ulubionych maseczek z glinką i minerałami z Morza Martwego, ale już planuję inny zakup - Tołpa Strefa T (również z glinką, a do tego z ekstraktem z papai). Tyle o zakupach, bo tym razem miałam pod ręką jeszcze coś innego, choć też z gliną (jakby to inaczej jeśli szukamy oczyszczenia) - maseczka firmy Montagne Jeunesse Sauna Maque. Najmocniejszy efekt grzewczy odczułam przy nakładaniu, później jeśli był to minimalny. Ale moje odczucia mogą być przekłamane, bo wczoraj dodatkowo zafundowałam sobie gorącą kąpiel i w ogóle było mi strasznie gorąco, więc jakaś rozgrzewająca maseczka na twarzy nie robiła różnicy :P


Ale wcześniej był peeling. To jeden z moich ulubionych "zdzieraków" - morelowy z Yves Rocher. Mała tubka, ale starcza na wiele użyć. Może kiedyś pojawi się jeszcze recenzja, dziś tylko anonsuje, że takowy można polecić. Recenzję chciałabym zestawić z recenzją czarnego mydła (Savon Noir) - jednego i drugiego skutek na twarzy jest bardzo podobny, choć produkty i ich zasada działania są zupełnie inne. Niestety czarnego mydła pozbyłam się szybciej niż przypuszczałam, powędrował bowiem w inne ręce, ale niech im służy (:* dla mojej Sis.)! ;)


Na zakończenie, jako dawkę dodatkowej przyjemności dla ducha, zaserwowałam sobie komedię bardzo romantyczną - Notthing Hill. Chyba tego filmu nie muszę przedstawiać? Dziś z kolei inny klasyk - Leon Zawodowiec, tu aż uroniłam łezkę, ale byłam przygotowana - nie widziałam przecież Leona po raz pierwszy :).

Trzymajcie się w kolejnym tygodniu! :)))

środa, 21 sierpnia 2013

Blog nocą pisany

Ta-dam! 
(tak to się pisze? chodzi o fanfar ;) )

Tak się składa, że przeważnie dodaję posty w okolicy północy. Pierwsza, druga w nocy to także pora mojej aktywności - nie będę ukrywać, jestem typowym nocnym markiem. Mam tak od dzieciństwa (o czym moja Mama raczy dość często przypominać ;) ). Jest w związku z tym pewien problem dotyczący już samego bloga - o życiu codziennym nie wspominając, bo świat już tak funkcjonuje, że całe życie toczy się przeważnie od wschodu do zachodu Słońca, a nie na odwrót. Ale wracając do bloga... jak już mam czas, ochotę i wenę, by skreślić parę zdań w nocy, to wtedy ciężko o dobre światło, by zdjęcia nie odstraszały Czytelników :). Poruszałam już wcześniej tą kwestię, również jako formę usprawiedliwienia się, bo przekładanie publikacji z powodu zdjęć zdarzało się dość często, z tego powodu bywały kilkudniowe nawet opóźnienia.

Ten przesympatyczny poniekąd potworek w bannerze to na szczęście nie mój portret ;). Za to uśmiech od ucha do ucha to już typowo mój znak rozpoznawczy ;). Serduszko dodaje trochę koloru, a że blog powstał z miłości do wielu rzeczy, stąd symbol wydawał mi się odpowiedni.

Przygotowałam Wam taką małą interpretację nowego image strony - zawsze to ciut więcej, by poznać się lepiej :).

A Was, Czytelnicy, proszę tylko o jedno: wybaczajcie przerwy i czytajcie dalej! :)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Taka sytuacja

Powiem otwarcie i szczerze, że ostatnio trochę świadomie zaniedbałam bloga. A w zasadzie to taka tendencja wakacyjna - wydaje się to niby wolny okres, ale i "nicnierobieniem" można mieć w całości wypełnione dni tak, by się zmęczyć ;).

Ale prawda dotycząca bloga jest trochę inna... piszę od jakiegoś czasu moje magisterskie wypociny i jak namęczę się z kolejnymi akapitami, to później już się poddaję i postów nie tworzę. Za dużo tego pisania - wiecie... składnych zdań, poprawnej polszczyzn i trzymania się tematu. Mam nadzieję, że wybaczycie te opóźnienia i braki - w końcu postanowiłam najpierw się wyedukować, a potem podtrzymywać hobbistyczne pisarstwo ;).

Dziś za to myślałam o moim miejscu w sieci, bo od początku nie byłam przekonana do niedawno zmienionego szablonu. W głowie wyglądał zupełnie inaczej, ale moje marne umiejętności graficzne nie pozwoliły na wcielenie w życie prawidłowej jego wersji. Ja nie lubię prowizorek, więc ciągle szukałam pomysłu i możliwości zrobienia czegoś innego. Chyba znalazłam :). Nowy szablon pojawi się niedługo, premierowa odsłona jeszcze tej nocy ;). Dziś miałam też trochę czasu i chęci by się pobawić, by powstało coś prostego i estetycznego, a do tego mojego ;).

Mam nadzieję, że wpadniecie zobaczyć (i oby zaakceptować) nowy look ;). Do tego mikropościk o tym, czemu tak, a nie inaczej będzie mój blog wyglądał.

Pozdrawiam! :))


środa, 14 sierpnia 2013

Niespodziewany komplement

Dziś mój sąsiad wyjątkowo mnie zaskoczył mówiąc, że mam sztuczne zęby. W pierwszej chwili mnie zaszokował, ale po sekundzie się poprawił dodając, że mam białe zęby jak sztuczne szczęki z reklamy Pedigree... xD

Noo takiego komplementu jeszcze nie słyszałam ;)

Do teraz się zastanawiam czy to zasługa mojej nowej pasty? ;) Uprzedzam od razu, że nie podjadam mojemu psu Dentastix ;)




niedziela, 11 sierpnia 2013

Dzienniki bałtyckie III - "cudze chwalicie ..."

Dziś krótki i ostatni zapisek podsunięty bornholmską wycieczką, o tym, jak wyrwawszy się do innego kraju widzimy (dokładniej ja widzę) same jego zalety i wspaniałości, a zaczynamy nie doceniać własnej ojczyzny.

"Cudze chwalicie, swego nie znacie
Sami nie wiecie, co posiadacie"

Taka utarta mądrość ludowa, podsumować może wszystkie moje wojaże zagraniczne. Zrozumieć tą sprawę pomógł mi mój znajomy z Wysp Brytyjskich. On sam po wizycie w Polsce jest pod wielkim wrażeniem naszego kraju. Można powiedzieć, że jest zwyczajnie oczarowany - podobnie jak ja, gdy wyjeżdżam z Polski. To niesamowite, jakie to dziwne uczucie, gdy jedno z nas widzi prawie same wady w naszym kraju, a drugie zachwyca się nim ponad wszystko. Fakt faktem mój znajomy to tylko turysta, który miał okazję spędzić parokrotnie kilkunastodniowe wakacje w Polsce. Nie zetknął się z biurokracją, służbą zdrowia i innymi polskimi nieprzyjemnościami (zetknął się za to z polskimi drogami, tracąc w podróży koło na jednej z dziur ;) ).  Szczególnie upodobał sobie Wrocław i Poznań, z małym wskazaniem na Wrocław jako miejsce atrakcyjniejsze. Był zachwycony i miastem, jego wyglądem, atrakcjami, jak i naszą polską kuchnią i słowiańską gościnnością. Obiecuje, że w kolejne wakacje wróci do Polski na jeszcze dłużej.

Fajnie usłyszeć od obcokrajowca, że mamy taki fajny kraj. Łatwiej wówczas w to uwierzyć, bowiem siedząc tu cały czas, powoli nie dostrzega się oczywistego piękna i faktu, że Polska da się lubić ;).

*** 
Ostatni fakt o Bornholmie, coś za co wyspa i mentalność Duńczyków spodobała mi się najbardziej. Taki drobiazg, a nie spotkałam się z tym nigdzie indziej - samoobsługowe straganiki przy drogach. Tak, dokładnie - samoobsługowe! :D Przy drogach w mniej lub bardziej uczęszczanych miejscach stoją drewniane stragany, a przy nich żywej duszy. Przy kilku pierwszych myślałam, że trwa coś na kształt hiszpańskiej sjesty akurat, dlatego nikt nie pracuje i nikt interesu nie pilnuje. Po kilkunastu kolejnych zaczęłam się naprawdę dziwić. A na straganach wyłożone było wszystko - rękodzieło, owoce i warzywa, przetwory domowej roboty, zabawki i tym podobne. Po jakimś czasie tajemnica bezzałogowych kramów została rozwiązana - to jeden z przyjętych sposobów handlu. Stragany, czasami samotnie stojące przy drogach, ekwipowane są w różnego rodzaju towary z ceną na każdym z nich. Obok znajduje się skrzyneczka/skarbonka, do której kupujący wrzuca gotówkę płacąc za towar. Jeśli nie ma drobnych - nic nie szkodzi - sam sobie wyda resztę i odjedzie z zakupionym przedmiotem. Tak bardzo żałuję, że żadnego z tych straganów nie sfotografowałam osobiście, ale mam dla Was wyszukane w Sieci przykłady :(. 

Oczywiście nie mogłam nie skorzystać z straganowej oferty i samodzielnie (i zupełnie bez obsługi kasjera-sprzedawcy) zakupiłam domowej roboty dżem z mirabelek :D. Mówię Wam taka głupia sprawa, a frajda jakiej mało :D.

źródło: http://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2888879,3,15,28919,Bornholm.html
źródło: http://www.gdp.art.pl/upload/pics/4fa6d3b681283.jpg
źródło: http://www.kartki-z-podrozy.kocewiak.eu/2013/01/bornholm-wyspa-synow-wiatru-ponocnego.html
PS. Wyobrażacie sobie samoobsługowy stragan po środku pustkowia w Polsce? Gdzieś w lesie lub przy jakimś polu? Ja obstawiam, że ukradliby nie tylko towary, skrzyneczkę z pieniędzmi, ale i cały drewniany stragan...