poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Bezsenność

Piszę, bo naprawdę nie wiem co ze sobą począć. Jak zwykle noc z ndz/pon jest najgorsza. Przez weekend kładę się późno (w zasadzie bardzo późno) i później w nocy, jak dzisiaj mam problemy. Najgorzej, że w głowie zegar tyka do budzika po 6 tyk, tyk, tyk...

I w dodatku za szybko nagrzewa mi się poduszka i co chwile przekładam ją na zimna stronę. Dodatkowo zaśniecie utrudnia fakt, że moje myśli galopują jak szalone, zamiast się wyciszyć. Od tego w co się ubiorę rano, przez to, co powinnam była przez weekend zrobić, aż po wszystkie błędy w zrobionym dziś projekcie (do oddania jutro - dziś właściwie) ;\

Nie cierpię takich nocy... I zaraz naprawdę skończą mi się chłodne strony poduszki :(...

Wam w każdym razie życzę słodkich snów i dobranoc! ;)

czwartek, 12 kwietnia 2012

Wielkanoc i (nie-wielkanocne) prezenty

Patrzę kilka postów wstecz i sam tekst... strasznie wylewna byłam ostatnio ;). Teraz pora na kilka zdjęć :).

Kiedy przed świętami Wielkiej Nocy pokazywałam trochę inspiracji na dekoracje, myślałam, że mocno się nimi zasugeruję. Jednak wyszło jak zwykle - jak sobie coś planujesz wychodzi inaczej. I tak zamiast czerwonych gerberów i białego obrusu pojawiło się mnóstwo koloru - bowiem dodatki i dekoracje były na ludowo - po kaszubsku ;). I serweta i zastawa miały kaszubskie wzory, wiec musiałam pogodzić kluczowy kolor niebieski z żółtym, zielonym, czerwonym. Mniej więcej jak wyszło możecie zobaczyć poniżej:

(ps. zdjęć nie ma dużo - tak mi się chciało jeść, że nie mogłam się skupić na strzeleniu fotek ;) )

Stół niezbyt bogato zastawiony - w końcu jadły tylko 2 osoby ;)


Kolory Kaszub
***

I słowo jeszcze o prezentach. Nie świątecznych, bo od zawsze tradycja u mnie jest taka, że Wielkanocny Zając przynosi w podarunku tylko słodkości. Chciałam pokazać Wam moje urodzinowe prezenty - książkę guru wizażu Bobbi Brown "Perfekcyjny makijaż" :D oraz grę towarzyską "Czarne historie". Oba prezenty niesamowicie trafiły w mój gust i marzenia :).


Jak pomalować rzęsy maskarą....
... a może interesuje Was historia?
Autorka - Bobbi Brown











W książce jest wszystko! Od podstaw, czyli na przykład jak nakładać tusz do rzęs, przez makijaż na specjalne okazje, po rys historyczny i trochę teorii.


Piękne zdjęcia i śliczne modelki, które zupełnie są pozbawione porów w skórze - tylko pozazdrościć ;).

Pozycję tą polecam więc każdej z Was, która interesuje się makijażem lub/i chciałabym się trochę podszkolić od najlepszych ;).

Cała książka solidnie wydana - gruby, śliski papier, jest bardzo czytelna, zawiera dużo zdjęć, pokazujących każdą makijażową czynność, każdy krok.



poniedziałek, 9 kwietnia 2012

C.d. Igrzyska Śmierci

Wczoraj opętana filmową manią zapomniałam Wam napisać, że pochłonęłam pierwszą książkę z trylogii "Igrzyska Śmierci". Zgodnie ze wszelkimi zapowiedziami i recenzjami była naprawdę bardzo dobra. Poruszająca historia, makabryczna ale totalnie wciągająca. Teraz nie mogę przestać myśleć o tym, że koniecznie chciałabym porównać literacki pierwowzór z kinową adaptacją.

Tak na dobrą sprawę jeszcze kilka tygodni temu nic nie wiedziałam o tej książce, autorce czy ekranizacji. Nagle się dowiaduję, że film miał genialne wejście i zarobił w pierwszych dniach miliony. Okazuje się, że tysiące sympatyków czekało na tą produkcję miesiącami i wszyscy fani serii rzucili się jak jeden mąż do kina. Jako, że jestem nowym członkiem gigantycznego fanklubu powieści S. Collins już nie mogę się doczekać wyjścia do kina na "Igrzyska Śmierci". Przyznam, że ten zamiar koliduje z moimi planami dotyczącymi ochrony własnego skromnego budżetu, aczkolwiek nie dam rady oprzeć się tej pokusie i wydam dla własnej przyjemności te kilkanaście złotych ;).

Dla nieprzekonanych do tej powieści pozwolę sobie zacytować jeden z komentarzy, które znalazły się na okładce II tomu serii (autorstwa Joanny Olech):
"Fragmenty recenzji drukowane na rewersie okładki bywają bałamutne i bezwstydnie pochlebne, ale tym razem okazały się zasłużenie entuzjastyczne. W istocie Igrzyska Śmierci Suzanne Collins to książka-pułapka...
(teraz fragment, z którym szczególnie się zgadzam)
... Nie zaczynajcie jej czytać na pół godziny przed ważnym spotkaniem ani do poduszki, bo zafundujecie sobie kłopoty i bezsenną noc."

Prawda :D.

Świąteczne (totalne) leniuchowanie

Już wiem, że moje nic-nie-robienie zemści się na mnie okrutnie, kiedy znów wrócę w mój codzienny wir zajęć i nadrabiania zaległości. Będę przeklinać własną głupotę i lenistwo podczas wolnych świątecznych dni...

Ale wiecie co? Mówi się trudno ;]. Już tak wiele razy znajdowałam się w podobnej sytuacji, że chyba przestaję się przejmować ;). Wiem, że skumulowanie obowiązków będzie bardzo nieprzyjemne, jednak nie mogę sobie odmówić słodkiego lenistwa podczas świątecznej przerwy.

Tak więc leżę brzuchem do góry, objadam się (tak... tego też będę żałować...), czytam i oglądam filmy. Właściwie wszystkie pierwsze trzy wymienione czynności robię podczas gapienia się w TV. I też wiem, wiem - to mało konstrukcyjne zajęcie, ale tak właśnie spędziłam Niedzielę Wielkanocną i tak zamierzam spędzić Poniedziałek. Oczywiście żałuję, że tak nieproduktywnie spędzam czas jednak prawda jest taka, że poza akademickimi obowiązkami nie mam w tym roku alternatywnego sposobu na obchodzenie Świąt...

Wczoraj jak zaczął wieczorem padać śnieg, to do teraz jego resztki leżą na ziemi. W nocy i rano temperatura na poziomie -3, później przez cały dzień było 0 stopni. Całe szczęście słońce wyszło zza chmur i póki nie patrzyło się na białe dachy można było poczuć wiosnę ;). Jednak spacer odpada - nawet pies chce spędzać na zewnątrz tylko tyle czasu ile musi na załatwienie swoich potrzeb. W domu spędzam z Mamą sama - tak na dobrą sprawę nie mamy nawet kogo odwiedzić. Reszta najbliższej rodziny za granicą - stosunkowo niedostępna do bliższego kontaktu. Piszę od tym nie dlatego, żebyście myśleli, że jakaś "stypa" panuje u mnie w te świąteczne dni, ale żeby usprawiedliwić się (również wobec samej siebie) za tak mało ambitny sposób spędzania wielkanocnego czasu jak zabawa pilotem telewizyjnym.

I tak skakałam sobie z kanału na kanał, robiąc godzinną przerwę na wyjście do kościoła ;). Niektóre filmy widziałam już wcześniej, lecz czy to z sympatii czy też z barku innej alternatywy obejrzałam kolejny raz. I tak na przykład po raz drugi widziałam polskiego "Znachora". Choć generalnie nie przepadam za dawnym (i w dużej mierze też obecnym) polskim kinem, ta historia jest urocza, wciągająca i wzruszająca. Kolejna prawie polska produkcja (polsko-amerykańska uściślając) "Mała wielka miłość" to kolorowa, urocza i, jak przystało na komedię romantyczną ;), całkowicie nierealistyczna historia o Polce i Amerykaninie. "Obłędnego rycerza" z obłędnym Heath'em Ledger'em też już widziałam, jednak ta śmieszna historyjka zawsze mnie urzekała. 
Z kolei widziane po raz pierwszy to: "Hrabia Monte Christo", 2 odcinki serialu Kawalerowicza "Quo vadis" i (kolejna komedia romantyczna) "Narzeczony mimo woli". Na tym ostatnim filmie naprawdę się pośmiałam, duża w tym zasługa Sandry Bullock, którą lubię i która potrafi mnie rozbawić. Poza tym w jakiś sposób amerykańskie produkcje, choć opowiadają tandetną historyjkę o miłości, to są na tyle dobrze zagrane, że można się pośmiać z samych min aktorów. Dzień wcześniej próbowałam z "Nie kłam kochanie" ale ani Marta Żmuda-Trzebiatowska, ani Piotr Adamczyk nie przekonali mnie do siebie i do rodzimej produkcji, choć fabuła opierała się na podobnej historii.

Jedno a propos komedii romantycznych (czy to polskich czy zagranicznych) wiem na pewno: łatwiej mi uwierzyć w Harrego Poterra i Hogwart niż w przekaz tychże filmów :P

czwartek, 5 kwietnia 2012

Igrzyska Śmierci

Ale nie o filmie będzie mowa, ale jego drukowanych podstawach :)

Z okazji premiery tytułowego filmu Empik przygotował wyjątkowo dobrą promocję na trylogię Suzanne Collins. Zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami tych książek zakupiłam "Igrzyska Śmierci", "W pierścieniu ognia" i "Kosogłos" za niecałe 59 zł. Dla zainteresowanych trój-pak tych książek powinien nadal być dostępny w stacjonarnych księgarniach sieci Empik za cenę 2 książek w cenie 1 - czyli 69 zł. Ja swój zestaw kupiłam ponad tydzień temu przez Internet, gdy na fb Empiku pojawiło się info o promocji. Cena uważam bardzo dobra, więc niezastanawiałam się zbyt długo i...

...właśnie wczoraj wieczorem zaczęłam czytać. Jestem zachwycona opiniami o tej powieści. Okładka i opakowanie trój-paku pokryte są cytatami recenzentów lub nawet innych sławnych twórców (np. Stephenie Meyer). Pierwsze rozdziały bardzo mnie zainteresowały, choć tekst jest zdecydowanie mniej obfity w opisy niż inne książki fantasy. Narratorką powieści jest główna bohaterka szesnastoletnia Katniss Everdeen. Akcja szybko się zawiązuje i zaciekawia - co będzie działo się dalej? Niesamowite jest dla mnie to, że historia, którą często opisują jako przeznaczoną dla młodzieży, jest okrutna i niesamowicie prawdziwa. Choć wszystko jest literackim tworem nie można się pozbyć wrażenia, że przez różne czynniki i bieg historii ludzie są gotowi  innym ludziom zaserwować taki los. O czym mowa? O Głodowych Igrzyskach, na potrzeby których wybiera się z ludności poszczególnych dystryktów państwa dzieciaki między 12. a 18. rokiem życia, do obowiązkowego udziału we wspomnianych igrzyskach. Zasady proste - tylko jeden z uczestników może przeżyć i w ten sposób wygrać te okrutne zawody. A wszystko transmitowane na cały kraj ku uciesze rządzących i wpływowych oraz rozpaczy rodzin uczestników. Dla mnie zarys tej historii brzmi zbyt brutalnie by polecać serię zbyt młodym czytelnikom. 

Tutaj jednak chciałabym zaznaczyć, że to moje pierwsze przemyślenia i uwagi dotyczące fabuły, gdyż nie doszłam do opisu żadnych krwawych i morderczych scen. Po prostu zdziwiło mnie jak opowiadana historia, jej powaga i głębia, kontrastuje z nazwaniem tej literatury młodzieżową. Wydawało mi się, że takowa powinna być lekka, śmieszna i przyjemna - ale jeżeli w tym momencie uwłaczam młodzieży to niechcący i  bardzo za to przepraszam! Na pewno nie to jest moim celem - tylko tak niesamowicie nie pasuje mi historia o nastolatkach mordujących się nawzajem jako powieść właśnie dla nastolatków. To jest również niesamowite w tej sadze - opowieść o bardzo młodych ludziach postawionych w sytuacjach, z którymi nawet dorośli nie potrafili by sobie poradzić. 

Już sam pomysł na taką fabułę i to, że w momencie intryguje i daje do myślenia, znaczy (już na początku), że będę czytać wyjątkową książkę. 

Lubię to! ;)

wtorek, 3 kwietnia 2012

Profesor S...

Dla mnie niezaprzeczalnie najlepszą postacią z serii  filmów o Harrym Potterze jest profesor Severus Snape! Genialny brytyjski aktor - Alan Rickman - stworzył świetną kreację wcielając się w Mistrza Eliksirów. Uwielbiam w tej postaci wszystko - specyficzny wygląd, pogardliwy uśmieszek, cięte uwagi, wspaniały głos - po prostu nieziemski talent aktorski. Ma piękne oczy, hipnotyzuje na ekranie - zupełnie mu wybaczam, że ogólnie ma rolę "złego" charakteru ;).

Dlaczego, w ogóle, ni z tego ni z owego nagle piszę o Snapie? Pod gorliwą namową mojej współlokatorki zaczęłyśmy oglądać serię HP od nowa, od pierwszej części. Zawsze ta jedna postać wywierała na mnie wielkie wrażenie, dlatego stwierdziłam, że po trzech częściach obejrzanych dzień pod dniu muszę się podzielić moją małą fascynacją ;).  

Źródło: klik

Źródło: klik
Źródło: klik

Jeżeli z kolei tak ja jak jesteście fanami nie tylko mistrzowskiego profesora Snapa, a na przykład nie znacie innych postaci granych przez Alana Rickmana, to osobiście polecam obejrzeć: "To właśnie miłość", "Sweeney'go Todd'a", "Rozważną i romantyczną" czy "Pachnidło: historia mordercy". Tego aktora zdecydowanie warto oglądać ;]. Chciałabym zobaczyć z nim jeszcze m.in. "Śniegowe ciastko" i "W rękach Boga".
Co ciekawe najczarniejszy charakter zagrał w kasowym hicie "Szklana pułapka" z Brucem Willisem, której nie widziałam jeszcze, pomimo tego, że stosunkowo często leci w rodzimej TV. Za tą rolę otrzymał nagrodę i dostał się na listę 100 największych bohaterów i złoczyńców wszech czasów (rok 2003). Brawo! ;)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Wielkanocne inspiracje

Zrobiłam mały research, żeby pozbierać trochę inspiracji jak udekorować dom na święta Wielkanocne. To dla mnie wielka frajda przygotowywać dekoracje, stroiki, urządzać pokój i zastawiać stół. Przeglądając wiele zdjęć zdecydowałam, że w tym roku postawię na kolory: zielony i żółty lub zielony, czerwony i biały.

Zielony musi być na pewno, bo choć pogoda w ostatnich dniach przeczy temu, ale mamy już wiosnę. Dlatego wszystkie odcienie zieleni będą mile widziane, a szczególnie te jasne, soczyste i świeże. Żółty to również kolor wiosny i jej kwiatów - tulipanów i żonkili. Przypomina promienie słońca i ich ciepło.  Z kolei czerwony pasować będzie do jajek (od lat barwionych u mnie w domu łupinami od cebuli na podobny do ciemnej czerwieni odcień) i fajnie kontrastować będzie z białym obrusem. Wówczas do dekoracji można użyć innych kwiatów, np. gerberów, lub tulipanów. Pomysł na gerbery i czerwień to właśnie zainspirowanie się wyszukanymi dziś zdjęciami :).

Dzisiaj żałuję jednak, że nie zrobiłam zdjęć wielkanocnemu stołowi, który udekorowałam na święta w 2010 r. Cały pokój zastawiony mieliśmy żółtymi tulipanami, na stole stały doniczki z żonkilami. Zastawa stała na zielonym obrusie i cały pokój wyglądał niewiarygodnie wiosennie! Chcę powtórzyć podobną konwencję w tym roku :)

A teraz zapraszam wszystkich zainteresowanych i również poszukujących inspiracji do zebranej przeze mnie małej galerii:


Źródło: KLIK

Źródło: KLIK


Źródło: KLIK


Źródło: KLIK

Źródło: jak wyżej

Źródło: jak wyżej

Źródło: jak wyżej

Źródło: jak wyżej

Źródło: jak wyżej


Przecudnych zdjęć przedstawiających pomysły na dekoracje i urządzenie stołu czy mieszkania w internecie jest mnóstwo. Część z nich jest na tyle abstrakcyjna i artystyczna, że nie wybrałam ich, bowiem wolałam skupić się na tych możliwych do powielenia lub do zainspirowania się. Cała masa zdjęć jest jeszcze na stronie Home&You wraz z katalogiem ich produktów. 

Osobiście zawsze wydawało mi się, że to Boże Narodzenie jest takie bogate i strojne. Uwielbiałam dekorować cały dom na tą okazję. Jednak już od kilku lat przykładam większą wagę do wyglądu mojego domu także na Wielkanoc i osobiście rozkładam stroiki. Wcześniej robiła to moja Mama, przejęłam jednak pałeczkę i robię to na większą skalę i z większym rozmachem ;).

A Wy lubicie przystrajać wielkanocny stół? I czy w ogóle w te Święta przykładacie wagę do dekoracji?